|
INFORMACJE OGÓLNE
Prawo autorskie, zbiór norm prawnych których przedmiotem jest zapewnienie ochrony twórczości naukowej, literackiej i artystycznej. W znaczeniu podmiotowym to uprawnienia majątkowe i osobiste autora do stworzonego przezeń dzieła. Prawa osobiste twórcy nigdy nie wygasają i nie mogą zostać przeniesione na inne osoby, natomiast prawa majątkowe są zbywalne i dziedziczne lecz wygasają z upływem określonego czasu.
Prawo autorskie zabrania dokonywania bez zgody autora skrótów, przeróbek, przekładów itp., strzeże przed plagiatem.
Prawo autorskie zostało ukształtowane w XIX w., uregulowane przez międzynarodową umowę podpisaną w Bernie w 1866, tzw. konwencja berneńska ;[Berneńska Konwencja, umowa międzynarodowa o ochronie dzieł literackich i artystycznych zawarta w Bernie w 1886. Była wielokrotnie zmieniana i rewidowana, m.in. w Berlinie (1908), Rzymie (1928), Brukseli (1948), Sztokholmie (1967), Paryżu (1971). Polska przystąpiła do redakcji rzymskiej tej konwencji z dnia 2 VI 1920.
Konwencja oparta jest na dwóch podstawowych zasadach: kraje przystępujące do tego aktu zobowiązują się zapewnić twórcom (w ustawodawstwie wewnętrznym) przynajmniej taką ochronę, jaką przewidują postanowienia konwencji (tzw. zasada minimum ochrony), autor obcy powinien być na terytorium innego kraju członkowskiego traktowany na równi z obywatelami tego kraju (tzw. zasada asymilacji). Konwencję podpisały 143 państwa.], oraz genewskiej konwencji powszechnej z 1952 (uaktualnienie w 1971). Polska jest stroną obu konwencji od 1919. Najnowsze przepisy o prawie autorskim wprowadzono w Polsce w 1994.
http://www.e-prawnik.pl/
Dużo porad prawnych Jedyny serwis prawniczy w Internecie nie dla prawników. Nasząi ntencją jest przybliżenie "magicznej" wiedzy prawniczej możliwie szerokiemu gronu odbiorców i przedstawienie jej w sposób czytelny dla osób nie zajmujących się zawodowo prawem.
http://www.infor.pl/
Wzory umów porady i przepisy; prawne portal prawno-gospodarczy
http://www.prawo.akcjasos.pl/autor.html
Prawie wszystko co związane z prawem autorskim Witryna zawiera kilka działów - prawo (akty prawne, adresy instytucji, wzory umów, pytania i odpowiedzi), poradnik biznesmena, informacje jak założyć i prowadzić firmę, abc internetu, ciekawe programy do pobrania.
http://www.vagla.pl/
Prawo i Internet to serwis poświęcony propagowaniu wiedzy o związkach prawa z Internetem. Prezentuje aktualne informacje o wydarzeniach, procesie legislacyjnym, dokumentach, artykułach i innych serwisach internetowych traktujących, o prawie internetowym.
DZIESIĘĆ NAJCZĘSTSZYCH MYLNYCH POGLĄDÓW O PRAWIE AUTORSKIM
Autor: Brad Templeton
Tłumaczenie: Adam Morawiec
Niniejszy tekst stanowi próbę wyjaśnienia pewnych błędnych poglądów na temat prawa autorskiego, z którymi dość często można spotkać się w Sieci. Omówione zostały również kwestie dotyczące prawa autorskiego w odniesieniu do tekstów publikowanych w grupach dyskusyjnych USENETu.
1) "Jeśli nie ma notki o prawie autorskim, to dany utwor nie jest chroniony tym prawem".
Nieprawda. Może w przeszłości tak było, ale obecnie większość liczących się państw przestrzega tzw. Konwencji Berneńskiej o Prawie Autorskim. Na przykład w USA wszystkie przejawy oryginalnej i indywidualnej tworczości, które powstały po 1 kwietnia 1989, są objęte ochroną prawa autorskiego bez względu na to, czy widnieje na nich odpowiednia notka czy nie. Ilekroć więc ma się do czynienia z jakimikolwiek przejawami indywidualnej działalności innych osób, to należy założyć, że nie wolno ich powielać, chyba że wie się, że jest inaczej. Są oczywiście stare dzieła, które niezauważenie utraciły ochronę w ramach prawa autorskiego (tzw. dzieła martwej ręki), ale szczerze mówiąc nawet w takich przypadkach nie warto ryzykować, jeśli się nie wie na pewno.
To prawda, że umieszczenie odpowiedniej notki wzmacnia ochronę, ostrzegając ludzi i pozwalając ewentualnie uzyskać w sądzie większe lub dodatkowe odszkodowanie, ale umieszczanie jej nie jest konieczne. Jeśli jakiś materiał wygląda na chroniony prawem autorskim, powinno się założyć, że jest on tym prawem rzeczywiście chroniony. Ma to na przykład zastosowanie do wszelkiego rodzaju ilustracji. Nie wolno więc skanować zdjęć z czasopism i umieszczać ich w Sieci. Nie powinno się również publikować w Sieci materiałów nieznanego pochodzenia.
Poprawna forma notki o prawie autorskim wygląda następująco:
"Copyright (daty) by (autor/właściciel)"
Zamiast słowa "Copyright" można też użyć litery C w kółku, ©, natomiast znak "(C)" nie ma mocy prawnej. Zwrot "All Rights Reserved" ("Wszelkie prawa zastrzeżone") bywał wymagany w niektórych krajach, ale dziś nie jest już potrzebny.
2) "Nie robię tego dla korzyści materialnej, więc nie naruszam prawa autorskiego".
Nieprawda. Osiąganie korzyści może wpływać na wysokość odszkodowania przyznawanego przez sąd, ale to właściwie jedyna różnica. Samo rozpowszechnianie bez zezwolenia narusza prawo autorskie - a jeśli przy tym cierpi wartość handlowa oryginału, to należy się liczyć z wysokim odszkodowaniem.
3) "Materialy opublikowane w ramach USENETu stanowią własność publiczną".
Nieprawda. Dzisiaj nic już nie jest własnością publiczną, o ile właściciel nie oświadczy explicite inaczej(*). Explicite, a więc np. w nocie, w której autor/właściciel wyraźnie stwierdza "Przekazuję niniejszy utwor na własność publiczną."To muszą być dokładnie te albo bardzo podobne słowa.
Niektórzy sądzą, że publikując jakiś materiał w ramach USENETu jego autor domyślnie udziela powszechnej zgody na kopiowanie go w bardzo szerokim zakresie. Inni uważają, że USENET to sieć do automatycznego przechowywania i przesyłania, gdzie całe tysiące kopii są wykonywane z polecenia (a nie tylko za zgodą) autora. Rzecz jest dyskusyjna, lecz nawet jeśli tylko ci pierwsi mają rację (choć w opinii piszącego te słowa wszyscy powinniśmy modlić się o to, żeby tak nie było), to autorzy domyślnie udzielają zgody na "takie kopiowanie, jakiego można się spodziewać, gdy publikuje się jakiś materiał w USENECie" i w żadnym razie nie oznacza to, że autor oddał swój utwór do swobodnego użytku publicznego. Co więcej, trudno sobie wyobrazić, żeby domniemana zgoda miała być ważniejsza od jawnie wyrażonego ograniczenia, znanego kopiującemu.
Powyższe rozumowanie opiera się w pierwszej kolejności na założeniu, że osoba publikująca dany materiał miała w ogóle prawo to uczynić. Jesli tak nie jest, to wszystkie kopie są pirackie i żadna domniemana zgoda czy teoretyczne ograniczenie prawa autorskiego nie mogą mieć zastosowania.
(*) Prawo autorskie może wygasać po bardzo długim czasie, skutkujac przejściem jakiegoś materiału na własność publiczną, i mogą się tu pojawiać subtelne kwestie związane z wcześniej obowiazujacymi wersjami prawa autorskiego. Tym niemniej, subtelności te na pewno nie pojawią się w przypadku oryginalnego tekstu publikowanego w ramach USENETu.
Zauważmy w tym miejscu, że przekazanie jakiegoś materiału na własność publiczną oznacza całkowitą rezygnację z przysługujących praw. Nie można przekazać czegoś częściowo na własność publiczną, np. jako "własność publiczna do niekomercyjnego wykorzystania". Jeśli utwór został przekazany na własność publiczną, to wystarczy, że ktoś zmieni np. tylko jeden bajt i już może podpisać ten nowy utwor swoim nazwiskiem.
4) "To co zrobiłem to był dozwolony użytek!".
Nie będziemy tu wchodzić w szczegóły tego, czym jest tzw. dozwolony użytek (szczegółowe dyskusje można znaleźć w wielu innych miejscach), ale dobrze jest wiedzieć, że:
"Dozwolone użycie" jest wyjątkiem w prawie autorskim, który stworzono po to, by umożliwić komentowanie, parodie, podawanie wiadomości, badania naukowe i nauczanie dotyczące utworów chronionych prawem autorskim, bez wymagania zgody autora. Ważnymi kwestiami tutaj są intencja użytkownika i ewentualny uszczerbek w wartości komercyjnej utworu. Czy powodem, dla którego ktoś zamieszcza artykuł ze znanej gazety jest chęć skrytykowania jakości tej gazety, czy też autor nie znalazł czasu, żeby napisać własny tekst? A może chciał zaoszczędzić swoim czytelnikom konieczności skorzystania z płatnego serwisu komputerowego, gdzie można znaleźć ten artykuł, czy też po prostu kupienia papierowej wersji gazety? Prawdopodobnie tylko to pierwsze (tzn. krytyczne omówienie) kwalifikuje się jako dozwolony użytek, podczas gdy pozostałe - nie.
Dozwolony użytek prawie zawsze polega na wykorzystaniu krótkiego fragmentu z podaniem żrodła i autorstwa. (Nie powinno się przytaczać fragmentów większych niż niezbędne dla komentarza.) W żadnym razie nie wolno narażać na szwank wartości handlowej oryginału - np. przez spowodowanie, że ludzie nie będą chcieli/musieli kupować go (co jest jednym z powodów, dla których generalnie nie wolno reprodukować utworów w całości).
Zauważmy w tym miejscu, że większość tekstów cytowanych w kolejnych głosach w dyskusjach toczonych w UESENECie jest tam włączana w celach polemicznych, i nie narusza handlowej wartości oryginału (zakładając, że ten ją w ogóle posiadał), więc z definicji mieści się w granicach dozwolonego wykorzystania. Niestety formuła dozwolonego użytku nie jest zbyt precyzyjna. Dlatego sąd musi każdorazowo rozstrzygać, czy w konkretnym, pojedynczym przypadku prawo do komentarza bierze górę nad prawem autorskim czy nie. Zdarzały się sprawy, które wychodziły poza ogólnikowo nakreślone powyżej ramy, ale generalnie nie miały one wiele wspólnego z typowymi dla Sieci nieporozumieniami co do dozwolonego wykorzystania. W każdym razie obrona po linii dozwolonego wykorzystania jest zawsze dość ryzykowna.
5) "Prawa autorskiego trzeba ciągle bronić - w przeciwnym razie można je utracić".
Nieprawda. Obecnie prawa autorskiego nie można właściwie utracić, o ile się go wyraźnie nie zrzecze. Co innego znaki towarowe: te mogą być osłabiane lub tracone.
6) "Ktoś ma już prawa autorskie do tej nazwy!".
Nazwy, ani inne tego rodzaju krótkie określenia, nie są chronione prawem autorskim. Tytuły zazwyczaj też nie, ale watpię czy mogłbyś napisać piosenkę zatytułowaną "Everybody's got something to hide except for me and my monkey" (J. Lennon/P. McCartney)
Pojedyncze słowa nie podlegają ochronie w ramach prawa autorskiego, ale mogą być chronione jako zastrzeżone znaki towarowe. Dzieje się tak najczęściej w stosunku do słów używanych jako nazwy towarów lub usług. Weźmy na przykład słowo "apple" (pol. jabłko). Mimo, że jest to najzwyklejszy rzeczownik pospolity, firma Apple Computer jest jego "właścicielem", gdy używa się go jako nazwy komputerów. Gdy słowo to jest używane w kontekście muzyki, "należy" ono do firmy Apple Records. Samo słowo "apple" nie jest wyłączna własnością żadnej z tych firm: każda z nich "posiada" to słowo tylko w określonym kontekście. Tak więc, posiadanie zastrzeżonego znaku towarowego nie oznacza całkowitej kontroli nad danym słowem. Wiecej szczegółów można znależć w podręcznikach prawa o znakach towarowych.
Nie wolno wykorzystywać cudzych znaków towarowych w sposob przynoszący im szkodę lub w sposób, który mogłby skłaniać ludzi do brania kogoś innego za prawowitego właściciela danego znaku, czy w końcu w sposób, który pozwalałby innym odnosić korzyści z dobrego imienia związanego z danym znakiem towarowym. Na przykład, gdybym zajmował się udzielaniem porad na temat muzycznych filmów wideo, to byłbym bardzo nierozsądny, probując sygnować swe prace skrótem "mtv". :-)
7) "Nic mi nie mogą zrobić! Nawet oskarżonemu przysługuje w sądzie sporo praw".
Ochrona praw autorskich podlega prawie wyłacznie prawu cywilnemu. Jeśli naruszysz prawo autorskie, to zostaniesz najprawdopodobniej pozwany przed sąd cywilny, a nie oskarżony przed sadem karnym. "Niewinny do czasu udowodnienia winy", jak i "dowód ponad wszelką watpliwość" to zasady prawa karnego. Przykro mi, ale w sprawach o naruszenie praw autorskich zasady te są stosowane inaczej, jeśli w ogóle. I choć w poszczególnych przypadkach może to wyglądać różnie, to sprawy takie sprowadzają się najczęściej do tego, która ze stron i czyje dowody bardziej przekonają sąd lub ławę przysiegłych i komu będą oni skłonni bardziej uwierzyć. W sprawach cywilnych można też nakazać osobie zeznawać wbrew jej własnemu interesowi.
8) "A wiec naruszenie praw autorskich to żadne przestępstwo ani nic takiego".
Nieprawda. W każdym razie nie zawsze i nie wszędzie. Na przykład w Stanach, w przypadkach gdy chodzi o więcej niż 10 kopii lub 2500 dolarów, naruszenie praw autorskich stało się od niedawna poważnym przestępstwem kryminalnym. Zalecałbym więc ostrożność. (Nawet jeśli dzięki temu dostaje się do ręki środki ochronne prawa karnego.) Z drugiej strony, nie ma co liczyć na to, że ludzie będą od razu posyłani do więzień za opublikowanie cudzej korespondencji elektronicznej. Sądy mają lepsze rzeczy do roboty niż zajmowanie się takimi drobnostkami. Wyżej wspomniane prawodawstwo jest jeszcze zbyt świeże i nie sprawdzone.
9) "Przecież to nikomu nie szkodzi -- w istocie jest to darmowa reklama".
Do właściciela należy decyzja, czy chce darmowej reklamy czy nie. Jeśli zechce, to na pewno o nią poprosi. Nie należy więc rozważać, czy coś szkodzi właścicielowi czy nie: należy go o to zapytać. Najczęściej jest to dość proste. Jakiś czas temu ClariNet przedrukowywał zabawne felietony Dave Barry'ego. Były one dostępne za opłatą szerokiej i wdzięcznej publiczności USENTu, ale ktoś bez pytania posyłał je dalej do listy korespondencyjnej. Został przyłapany, a właściciel czasopisma, dla którego pisał Barry, wycofał swoją zgodę na publikowanie jego felietonów w Sieci. Zdenerwowało to wszystkich tych, którzy je lubili. Nawet jeśli nie przychodzi Ci do głowy, jak mogłbyś narazić na szwank autora czy właściciela, to pomyśl o tym, że piractwo w Sieci szkodzi wszystkim, ktorzy chcą móc wykorzystać tę nową wspaniałą technikę do czegoś więcej niż tylko do czytania pyskówek innych ludzi.
10) "Dostałem swój egzemplarz pocztą elektroniczna, więc mogę go opublikować".
Nieprawda. Posiadanie egzemplarza nie oznacza posiadania praw autorskich do utworu. Cała poczta elektroniczna, którą pisujemy jest chroniona prawem autorskim. Z drugiej strony, poczta ta nie jest poufna, o ile nie zostało to jawnie zastrzeżone. Tak więc, na pewno wolno omawiać całą pocztę, którą się otrzymuje i informować o czym ktoś napisał. Można nawet cytować fragmenty, jeśli są potrzebne do ilustacji. Szczerze mówiąc, jeśli ktoś wniesie pozew w sprawie zwykłego listu elektronicznego, to może w ogóle nie dostać w sądzie żadnego odszkodowania, ponieważ zazwyczaj taka korespondencja nie przedstawia żadnej wartości handlowej, ale gdyby chcieć trzymać się ściśle litery prawa, należałoby najpierw poprosić o zgodę autora listu. Z drugiej strony, nie ma co szaleć, jeśli ktoś opublikuje naszą korespondencję. Jeśli był to zwykły, osobisty list nie zastrzeżony klauzulą poufności, o znikomej wartości handlowej i nie zastrzeżony notą o prawach autorskich (jak to jest w przypadku 99% całej korespondencji elektronicznej), najprawdopodobniej nie otrzymamy żadnego odszkodowania, nawet jeśli skieruje się sprawę do sądu.
Podsumowując:
Obecnie prawie każdy utwor jest chroniony prawem autorskim od momentu powstania, bez względu na obecność noty o zastrzeżeniu praw.
Fakt osiągania korzyści materialnych jest bez znaczenia dla powstania naruszenia prawa autorskiego, może co najwyżej wpływać na wysokość odszkodowania.
Publikacje w Sieci nie przechodzą automatycznie na własność publiczną i nie można ich dowolnie kopiować, poza być może wykonywaniem kopii w zakresie, jakiego autor utworu powinien się spodziewać podczas normalnej pracy Sieci.
Dopuszczalny użytek to dość złożona doktryna prawna stworzona po to, by umożliwić osiąganie pewnych istotnych celów społecznych. Zawsze należy zadawać sobie pytanie, dlaczego rozpowszechniamy jakiś nie nasz materiał, zamiast po prostu napisać go własnymi słowami.
Prawa autorskiego nie trzeba bronić przed utratą: to jest zasada rodem z prawa o znakach towarowych. Również posiadanie nazw pochodzi z tamtego prawa, więc nie ma sensu mowić, że ktoś ma prawa autorskie do jakiejś nazwy.
Prawo autorskie prawie w całości należy do prawa cywilnego, i nie mają tu zastosowania specjalne prawa podsądnych w sprawach karnych, o których tyle się słyszy. Tym niemniej należy być ostrożnym, gdyż nowe prawodawstwo w coraz szerszym zakresie poddaje naruszenia prawa autorskiego prawu karnemu.
Nie należy tłumaczyć sobie, że rozpowszechniając utwor tylko pomaga się właścicielowi prawa autorskiego. Otrzymanie zgody często nie jest znów aż takie trudne.
Rozpowszechnianie cudzego listu elektronicznego stanowi ściśle rzecz biorąc naruszenie, ale ujawnienie treści takiego listu -nie. Ponadto, należy watpić, czy w przypadku rozpowszechnienia typowego listu elektronicznego komukolwiek udałoby się uzyskać jakieś odszkodowanie na drodze sądowej.
Niniejszym udziela się zgody na swobodne kopiowanie tego dokumentu tak w formie elektronicznej, jak i drukowanej, w celach innych niż handlowe. Gdyby ten tekst nie zawierał powyższej notki musiałbyś założyć, że skopiowałeś go bezprawnie. Bo pomimo, iż nie widnieje na nim nota o zastrzeżeniu praw autorskich, to jest on chroniony.
Publikacja skopiowana z http://www.sterss.com/top/nauka/prawo.htm, ze względu na bardzo pożyteczne informacje i cechy edukacyjne które być może wpłyną na poziom świadomości związany z ochroną własności intelektualnej.
|